20. Look what have done to myself. >> sobota, 15 listopada 2008 20:56:54
No i jest nowa. Nawet dosyć szybko ^^ No.. za długie to nie wyszło jak zawsze :D ale co tam, i tak chyba tylko dwie osoby to czytają xD Dedykacja dla Kazi i Tyn wobec tego ;) pis end low..
----------------------------
Włączyłam telewizor. Na ekranie majaczyli członkowie popularnej kapeli. Po ostatnim dźwięku gitary zaczeła się reklama. Parę mint później ponownie włączono blok muzyczny. Niecierpliwie wpatrywałam się w obraz. Po krótkiej chwili ukazała się pierwsza scena nieznanego mi teledysku, zabrzmiały dźwięki wiolonczeli.
Może być ciekawie- pomyślałam, podkręcając głośność.
I wtedy to się stało. Zerwałam się z kanapy, szklanka, która stała na stole spadła z niego i rozbiła się na drobny mak, z blatu pospadały gazety, kartki i pilot. Baterie potoczyły się po podłodze.
- O mój Boże..- Wyszeptałam, z trudem łapiąc oddech.
Na ekranie był on. Jego włosy, jego usta, jego dłonie. I jego głos. Ten głos...Ten głos, którego tak bardzo kochałam i którego nie słyszałam ponad dwa lata.
Brendon Urie.
Na moje policzki zaczęły się wylewac wielkie łzy.
Kiedyś tak bardzo dziękujący mi za 'przywrócenie do życia' i zagrzewania do odwiedzenia Wentza, którego z resztą też widywałam z telewizji. Kiedyś walczący o wybicie się w Decaydance. A teraz śpiewa w zespole. A teraz mu się udało. W klipie pojawił się z jakimś wysokim, chudym chłopakiem i perkusistą nieco przy kości. Pamiętałam ich. Słabo, ale wiedziałam, że pewnego razu przyszli do wytwórni z jakaś dziewczyną akurat wtedy, gdy ja i Brendon wychodziliśmy.
- J..jak to się stało, Brendon..Jak?- Szeptałam bez sensu do szklanego ekranu.- Jak mogłam pozwolić.. żeby mnie zabrali? Żeby zabronili mi się z tobą widywać? Żeby pozwolili mi o tobie przynajmniej względnie zapomnieć?
Nie mogłam pohamować łez. Każde spojrzenie na niego sprawiało mi ogromny ból, czułam, jakby serce rozpadalo mi się na drobne kawałeczki.
- Tak bardzo za tobą tęsknię...- Wychlipiałam akurat, gdy zobaczyłam ostatnią scenę.- Mam nadzieję.. ze kiedyś mi wybaczysz.
Koniec. Zniknął. Nawet nie zdążyłam przepisać tytułu piosenki ani nazwy zespołu. Powoli otarłam łzy chusteczką, poczym posprzątałam i wykręciłam numer do Josha- mojego chłopaka.
- Josh..musimy się natychmiast spotkać.- Oznajmiłam, za wszelką cenę próbując nie dopuścić do załamania głosu.- Na rogu Thurner Street za dwadzieścia minut.
- A więc..zostawiasz mnie?- Spytał, niedowierzając.
Skinęłam głową.
- Josh.. Ja zrozumiałam właśnie dziś, właśnie teraz, że nie mogę z tobą być. Że nie jesteś tym, z którym chcę spędzić resztę życia.
- W takim razie z kim...z kim byś chciała?
Jego pewność siebie zaczęła gdzieś znikać. Przekonał się, że mogę z nim zerwać. I to patrząc mu prosto w oczy. Nie odpowiedziałam na zadane pytanie.
- Przepraszam. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś lepszego.
I odeszłam, ani razu się nie obracając.
Brendon. Brendon. Brendon. Tylko to jedno imię krążyło w moich myślach. Tonęłam w nim i nie mogłam się wydostać na powierzchnię. A może wcale nie chciałam?A może nie chciałam nawet mając świadomość, że to sprawia mi ból? Bo wiedziałam, że on jest daleko, że nie mogę go zobaczyć kiedy tylko zechcę, tak jak kiedyś.
"O, głupia!"- skarciłam się w myślach.- "co ty sobie wyobrażasz?!"
Na prawdę nie mogłam przestać o nim myśleć, od kiedy zobaczyłam jego twarz w teledysku. Zastanawiałam się jak mogłam być taka ślepa. Byłam tak blisko niego i nic do mnie nie docierało..a teraz po dwóch latach rozłąki, po tych dwóch koszmarnie długich latach zdałam sobie sprawę, że od zawsze, nawet od wtedy, kiedy go jeszcze nie znałam, kochałam go. Tak, całym sercem. I duszą. Nawet gdybym chciała, nie mogłam tego zmienić. Westchnęłam głęboko i powróciłam do przeglądania fotografii. Byłam o kroczek od zostania profesjonalną makijażystką. Zaczęłam jak nakszybciej mogłam. Na razie szukałam inspiracji, bo ostatnio nie miałam żadnych ciekawych pomysłów. Niedługo miałam zamiar zawalczyć o pracę. I chyba już wiedziałam gdzie. Miałam raczej marne szanse, że przyjmą mnie do ekipy zespołu Brendona, ale zawsze można mieć chociaż malutką nadzieję.
Ryan
Wentz planował dla nas trasę koncertową poza Ameryką. Musieliśmy poczekać aż dwa lata. Reszta kontynentów była, mówiąc delikatnie..opóźniona. Jednak nie sposób było się nie uśmiechnąć. Parę minut po telefonicznej rozmowie z nim do mojego pokoju wtargnął Spencer oraz Danielle, która trzymała w ręce najnowsze wydanie lokalnej gazety.
- Patrz.- Powiedziała z dumą, podsuwając mi artykuł na jednej z pierwszych stron.
Gdy tylko zobaczyłem tytuł i lead* na mojej twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech niż przed chwilą. Ten artykuł napisała Danielle. Nasza Danielle we własnej osobie. Byłem z niej taki dumny..!
- Brawo!- Krzyknąłem, poczym mocno przytuliłem przyjaciółkę.- To twój najlepszy artykuł!
- Och, nic takiego.
- Dobra, dobra.- Przerwał Spen.- Nie próbuj się teraz wykręcać. Jesteś genialna i tyle.
Dziewczyna szczerze się roześmiała, a po chwili rzuciła w Smitha poduszką.
- Ej! Zdemolujesz mi pokój!- Krzyknąłem, udając oburzenie.
Skutkiem tych słów była oczywiście poduszka lądująca na mojej głowie.
- Wojna!- Wrzasnąłem.
- Tylko ostrożnie z kobietą!- Roześmiała się Danielle.- Bo was objadę w następnym numerze!
Aileen
Jest! Mam nazwę!
Po godzinie poszukiwań wreszcie natknęlam się na zespół Brendona. Że też nie wpadłam na to, aby sprawdzić na stronie internetowej MTV2.. Wbiłam wzrok w rzędy liter.
Panic At The Disco- trasa po Europie.
Pierwszy teledysk PATD dotarł do Europy dopiero niedawno. Dla tych, którzy zdążyli polubić zespół mamy dobrą wiadomość. Pete Wentz z wytwórni DecayDance Records zaczął planować trasę Panic po ww. kontynencie.
A więc tak się nazywają.. Fajna nazwa. Po chwili znałam już historię zespołu, wiedziałam, że pierwszy singiel nazywa się I write sins not tragedies i że mają już pierwszą płytę.
Z tego wynikało, że już raczej mają ekipę.. Gdyby mnie przyjęli byłoby wspaniale..
Czy na pewno?
Przecież Brendon pewnie mnie nienawidzi.. Przecież nie wie dlaczego zniknęłam, pewnie myśli, że chciałam zerwać tą znajomość. Skąd mogłam wiedzieć czy mi uwierzy, wybaczy, gdy podam mu prawdziwą przyczynę mojego zniknięcia? Westchnęłam. Musiałam się liczyć z możliwością porażki. Ale mimo wszystko nie miałam zamiaru się poddawać. W koncu walczyłam o tak wiele..
Brendon
Ostatniej nocy śniła mi się .. Aileen. Podobno to oznacza, że dużo o mnie myślała. Nie, to niemożliwe.. To był tylko sen. Jednak nie potrafiłem o nim zapomnieć, zapomnieć o niej.
Brendon, przestań, do cholery! Jej już nie ma i nigdy jej nie będzie. Potraktowała cię jak śmiecia. Zapomnij..
A jednak nie było to takie łatwe.. Zazdrościłem Ryanowi i Spencerowi Danielle. Dla mnie nie była jeszcze tą, kim była dla nich już od dawna. Nie zostawiła ich, nie odeszła.. Ci to mieli szczęście.
Niech to drzwi ścisną.. Na szczęście miałem się komu wygadać. Ostatnio był to dosyć popularny temat w naszym kręgu..
Z zamyślenia wyrwał mnie sygnał telefonu. Ku mojemu zdziwieniu dzwoniła Danielle. Hm, nie robiła tego strasznie często.
- Tak?
- Cześć, Brendon. Chciałabym z tobą porozmawiać. Masz chwilę?
- Jasne, mów.
- To nie jest rozmowa na telefon.. Mógłbyś wyjść przed dom?
Mimochodem wyjrzałem przez okno. Dziewczyna stała na dole z telefonem w ręce.
- Już schodzę.
Strasznie zaciekawiło mnie co to była za pilna sprawa, że wolała nie przedyskutować jej przez telefon. Czym prędzej zbiegłem na dół i wyszedłem jej na spotkanie.
- A więc o co chodzi?- Spytałem, przyglądając jej się uważnie.
- Brendon.. Wiem, że ostatnio na nowo przeżywasz odejście swojej przyjaciółki.. Chłopcy mówili, że im zazdrościsz.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Na szczęście dziewczyna podjęła temat, nie czekając na moje słowa.
- Chciałabym żebyś wiedział, że nie odsuwam cię na bok. Chcę się z tobą zaprzyjaźnić tak jak z Ryanem i Spencerem.
- Mam nadzieję..- Westchnąłem.- Widzisz.. Ja zaczynam od nowa.. Mnie zostawiła przyjaciółka, ich nie.. Rozumiesz..
- Rozumiem.- Potwierdziła.- Zobaczysz, będzie lepiej. Na pewno potrzebujemy jeszcze trochę czasu ale już teraz wiem, że będziesz dla mnie tym, kim są Ry i Spen.- Uśmiechnęła się.
Udało mi się pójść w jej ślady. Musiałem przyznać, że potrafiła pocieszyć.
- Dobra, dosyć tego smucenia!- Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Racja.- Roześmiałem się.- Wejdziesz na herbatę?
- Pytasz. A może być kakao?
- Nie ma sprawy!- Powiedziałem, poczym poprowadziłem dziewczynę do drzwi.
Będzie lepiej
Musi być!
Aileen
Zasnęłam z głową na klawiaturze. Gdy się obudziłam było grubo po drugiej w nocy. Rodzice już dawno spali, w domu było całkowicie ciemno. Zmrużyłam oczy. Światło bijące z monitora było wyjątkowo denerwujące. Skierowałam nieprzytomne spojrzenie na stronę internetową. Ah tak, fotografie z twarzami modelek.
pieprzyć makijaż..
Postanowiłam się tym zająć rano. Próbując nie myśleć o Brendonie, położylam się do łóżka. Najgorsze było to, że nie potrafiłam odgonić myśli o nim.. Miałam nadzieję, że się spotkamy i mi wybaczy.
Amen.
---------------------
* lead- tekst pod nagłowkiem artykułu. Zapowiada, streszcza jego treść.
komentarze [1]

19. Carpe Diem. >> piątek, 7 listopada 2008 18:58:46
Hej! Nareszcie udało mi się coś napisać!
Nie jest to jakieś zajebiście długie, ani zbytnio twórcze.. ale coś jest tak czy siak xD Pozdrawiam wszystkich ;* notka dla tych, którzy tu jeszcze w ogóle wchodzą ;)
Brendon
- I'd chime in with a haven't you people ever heard of...closing a GOODDAMN DOOR NO!- Zanuciłem, niemalże wrzeszcząc przy końcówce, poczym zaśmiałem się z własnej głupoty. Tak szczerze i prosto. Nagle zdałem sobie sprawę, że już dawno coś takiego nie gościło na mojej twarzy. Poczułem się tak niesamowicie..że aż trudno mi było w to uwierzyć
Aileen nauczyła mnie jak żyć, a potem odeszła, pozbawiając mnie tej zdolności. A teraz musiałem sobie poradzić sam. Musiałem nauczyć się śmiechu, szczerości, chęci do działania. Choć znienawidziłem postać ze zdjęcia, które właśnie wyciągnąłem z trzeciej szuflady biurka, w głębi duszy zastanawiałem się jeszcze gdzie teraz jest i czy kiedykolwiek ją jeszcze zobaczę. Jednak póki co, w moim pokoju nie można było zastać czegokolwiek, co mogłoby mi ją przypominać. Poza właśnie tym samotnym zdjęciem, które po krótkiej chwili z powrotem wylądowało na dnie szuflady.
- It's much better to face these kind of things.. Urie, ty ciągle to nucisz!
Przyjrzałem się okładce dema.
Jak oni się nazywali..Ah, tak- Panic! At The Disco...No to witaj w Panic At The Disco, Brendon.- Pomyślałem z uśmiechem.
- Na prawdę strasznie się cieszymy z twojej zgody!- Zapewniał rozentuzjazmowany Ryan, a Spencer kiwał głową z aprobatą.
- Ja również. Macie na prawdę niezłe piosenki. Myślę.. myślę, że na mój głos.
- Oczywiście, że na twój.- Stwierdził bez wahania Smith.
W tym samym czasie nadszedł Wentz i wpuścił nas do studia.
- Dobry pomysł z tym połączeniem sił.- Pochwalił.- Pokażcie, co umiecie.
Ryan
Siedziałem na parapecie mojego okna i wpatrywałem się w dal z uśmiechem. Zaczynała się jesień, ale wiał ciepły wiatr. W moim pokoju panował półmrok. Paliła się tylko lampka nocna. Na biurku w kubku stygła herbata z cynamonem. Obłoczki pary unosiły się nad kubkiem. Przyglądając się jak kilka liści z drzewa pod oknem wpada do pomieszczenia, wziąłem ciepły napój w dłoń i powróciłem na parapet. Nie mogłem uwierzyć,że po tym wszystkim co się stało zaznałem takiego szczęścia. Wciąż bardzo bolała mnie strata przyjaciela, ale nie miałem zamiaru się poddawać. Nie chciałem pogrążać się tak, jak przez pierwszy miesiąc bez Brenta. Obiecaliśmy sobie ze Spencerem, że zrobimy to dla niego. Że dalej będziemy grać. Danielle cały czas była przy nas. Ona też wtedy cierpiała. Teraz dalej była z nami i dalej gorąco nam kibicowała. Wprost nie mogła się doczekać kiedy pozna nowego członka Panic At The Disco. Wspólne spotkanie było planowane na następny dzień.
- Psssssssst! Ryan!- Usłyszałem nagle słtumiony krzyk.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem Spencera, który właśnie przeskoczył przez płot do mojego ogrodu i teraz stał pod drzewem.
- Co ty tu robisz?
- Pytaj czy możesz u mnie dziś nocować. Mam nowe filmy, zrobimy sobie maraton. Trzeba to wszystko jakoś uczcić!- Zawołał.
Roześmiałem się. Obiecałem, że zaraz wracam, poczym dopijając po drodze herbatę, zbiegłem na dół. Mama oczywiście się zgodziła, może z racji na to, że był piątek. Wrzuciłem do torby parę potrzebnych rzeczy, wziąłem jakieś przekąski i już parę minut później byliśmy u Spenca. Tak się jakoś złożyło, że jego rodzice wyjechali więc mieliśmy, jak to się mówi 'wolną chatę'.
- Za jeszcze więcej szczęścia!- Wznieśliśmy toast nasza ulubioną lemoniadą.
Brendon
Spojrzałem na zegarek. Miałem jeszcze dokładnie pięć minut. Chłopaków i ich przyjaciółki Danielle nie było na razie widać. W kawiarence było niewielu ludzi. Starszy pan z bródką minął się w drzwiach z blondynką w czerwonym płaszczu, jakaś dziewczyna w lokach zajęła miejsce pod oknem, a po chwili dołączył do niej wysoki brunet, którego ucałowała na powitanie. Weszło i wyszło jeszcze parę osób, w tym także dziewczyny w moim wieku. Nie zdołały zwrócić mojej uwagi. Nie potrafiłem o żadnej powiedzieć, że zafascynowała mnie od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałem dlaczego. Z zamyślenia wyrwały mnie trzy głosy.
- Cześć, Brendon!
Ocknąłem się natychmiast. Wstałem i uśmiechając się przywitałem się z przybyłą trójką.
- Cześć, jestem Danielle.- Przedstawiła się raczej niska brunetka.- Przepraszamy za spóźnienie.
- Brendon, jak wiesz. Nic nie szkodzi.
- Nie wiem jak wy, ale ja bezdyskusyjnie biorę gorącą czekoladę.- Powiedział Spencer, gdy już odwiesił kurtkę na wieszak.
- W takim razie cztery gorące czekolady.- Powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Ryan do kelnerki w kremowym fartuszku.
- Ja stawiam!- Zaoferowałem się od razu.
Słysząc mniej czy bardziej śmiałe protesty, zrobiłem tylko głupią minę.
- Nie ma narzekania! W końcu członkowie zespołu sobie stawiają!- Oznajmiłem z uśmiechem, a reszta serdecznie się roześmiała.
- Niech bedzie.- Podsumował Spencer, a gdy na naszym stoliku stanęły cztery napoje, razem z Ryanem i Danielle wznieśli za mnie toast.
Półtorej miesiąca później..- Ryan
- Gratuluję, chłopaki. Wasz teledysk jest gotowy!- Zawołał Wentz.
Cała ekipa wydała z siebie okrzyk radości. Wszyscy ściskali się nawzajem, nawet Ci, którzy na początku się nie lubili. Ani ja, ani Spencer, ani też Brendon, który okazał się być świetnym przyjacielem, nie mogliśmy uwierzyć, że mamy swój własny wideoklip! Wprawdzie dalej nie mieliśmy osobistego basisty (w pierwszej piosence grał dla nas niejaki Mark) ale mieliśmy wielką nadzieję, że to tylko kwestia czasu. Nadzieja, nadzieja i jeszcze raz nadzieja! Danielle również tryskała dumą. Wyściskała nas wszystkich jak nigdy i krzyczała razem z nami. Potem poprosiła nas i parę innych osób o wypowiedzi. Pamiętając o kształceniu swych dziennikarskich zdolności, skrupulatnie przygotowywała raport z pracy nad teledyskiem do "I write sins not tragedies". Miała go potem dać do publikacji do gazety, w której stawiała swe pierwsze kroki. Jednym słowem pełnia szczęścia.
I nawet nie baliśmy się, że możemy to stracić. Żyliśmy dniem dzisiejszym, cieszyliśmy się każdą chwilą.
Następnego dnia udaliśmy się na cmentarz i trzymając się za ręce, stanęliśmy nad grobem Brenta, oznajmując, że nie zmarnujemy naszej szansy. Dla niego.
komentarze [2]

Emm.. >> wtorek, 28 października 2008 18:33:07
Cześć kochani!

Wiem, że strasznie długo nie było notki.. Zazwyczaj staram się dawać co dwa tygodnie. Z resztą pewnie już zauważyliście, że forma mnie opuściła. Napisałam,że postaram się rozwinąć trochę końcówkę opowiadania ale coś mi to nie wychodzi. Mam już troszkę nowego napisane.. Niestety jestem aktualnie w martwym punkcie. Postaram się dodać coś w weekend.
Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam serdecznie!
PS. Wracam chyba do punktu wyjścia czyli planu jak najszybszego zakończenia.
PS2. Mam w planach pewną publikację..jeszcze zobaczymy ;)
komentarze [0]

18. 'Even if it all goes wrong..' >> sobota, 6 września 2008 23:25:58
Hej! No cóż, jakoś mi ten odcinek poszedł. No i całe opowiadanie nabrało chyba jakiegoś pędu [jak zwał, tak zwał] Myślałam, że będzie gorzej. Wiem już jak skończę, ale jeśli uda mi się to jakoś rozbudować i jeśli czas pozwoli oczywiście, zrobię to. Dedykację se dam..KAZI! xD Bo ma zajebisty odtwarzacz do testu z tytułami piosenek i na jej pogrzebie zagra piosenka 'good news'..buaha, żart xD Hayley marchewka z Tobą, stara! :*
----------------------------------
Ryan
Nie spałem całą noc. A właściwie nie miałem pojęcia, co się ze mną działo przez ostatnie godziny. Szkoda,że nie mogłem wymazać z pamięci tych wszystkich łez, uderzeń pięścią w poduszkę i duszenia się w świecie koszmaru. Zapach śmierci. On też był ze mną. Był od momentu, gdy zobaczyłem Brenta na zakrwawionej podłodze.
Brent.
Jeśli miałbym jeszcze choć odrobinę siły, znów zacząłbym płakać i rzucać się po pokoju. Zamknąłem kilka razy oczy, jakby czekając na jakiś cud, olśnienie, grom z jasnego nieba. Na informację, że Brent niedługo wpadnie do mojego pokoju. Ale on nie przyjdzie. On już nigdy się nie zjawi. Moment, w którym sobie to uświadomiłem do końca, był najstraszniejszym momentem w moim życiu.
Brendon
- Aileen wyjechała.- Wychrypiałem, obracając się w stronę ściany.
Ostatniego wieczoru nie mogłem zasnąć. Przesiedziałem chyba ze trzy godziny na tarasie, głównie spędzając je na płakaniu. I wcale nie było mi wstyd. Straciłem jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Tak oto nabawiłem się niezłej chrypki i kataru.
- Brendon, pora wstawać.- Powiedziała mama, otwierając drzwi mojego pokoju na oścież.- Chciałabym wyprać twoją pościel i umyć podłogę.
- Aileen wyjechała.- Powtórzyłem.- Nie ma jej już.
Przez chwilę wydawało mi się, że wyszła, ale gdy wyjrzałem zza kołdry, zobaczyłem, że dalej tam stała. Podeszła i uklękła przy moim łóżku.
- Co takiego?- Zdziwiła się.
- Wyjechała. Aileen wyjechała.
- Co ty, na Boga, opowiadasz? Widocznie to było konieczne. No, już. Na pewno zostawiła ci jakieś namiary na siebie.
- Nie, nie zostawiła.
Ryan
- Co..co z..Brentem?- Wydusiłem z siebie w końcu, siadając na łóżku Spencera.
Spojrzał na mnie jakbym pytał czy liście są zielone. Odchrząknąłem nerwowo, coraz bardziej dokuczał mi dystans między mną a przyjacielem.
- No tak..- Po raz kolejny podjąłem próbę rozmowy.- Wiadomo coś o pogrzebie?
Chłopak skinął głową.
- Tak. Za trzy dni o 11.00
Przez chwilę panowała krępująca cisza. Smith stał tyłem do mnie, wyglądając przez okno, choć zapewne wcale nie miał na myśli podziwiania tutejszej przyrody. Gdy się w końcu odwrócił, zauważyłem, że po jego policzkach płyną łzy.
- Ryan..Ryan jak my sobie z tym damy radę..?
Wstałem i mocno go uścisnąłem, klepiąc pocieszająco po plecach, choć sam byłem w fatalnej formie.
*
Końcówka wakacji w okolicach Vegas była wyjątkowo chłodna. Od rana padał deszcz i wiał porywisty wiatr.
- Pogoda się już dziś nie poprawi.- Stwierdziła Arielle Ross, wyglądając przez okno.
Ryan nic nie odpowiedział. Spojrzał tylko na matkę, poczym zajął się kolejną próbą zjedzenia śniadania. Grzebał widelcem w talerzu, zastanawiając się, co będzie dalej. Na razie w miejscu przeznaczonym na przyszłość widział tylko czarną dziurę. Pustkę.
- Ryan?- Głos rodzicielki wyrwał go z zamyślenia.- Jeżeli nie masz ochoty, zjesz później.
Kiwnął głową, poczym wstał od stołu i odłożył talerz obok zlewu.
- Spencer przyjdzie za piętnaście minut. Pójdę się ubrać.- Oznajmił.
- Dobrze.- Powiedziała Arielle, a następnie mocno go przytuliła.- Trzymaj się.
Zamknął oczy, jednocześnie zaciskając dłoń na rączce parasola. Miał dość. Miał całkowicie dość łez. Swoich, i innych obecnych na pogrzebie najlepszego przyjaciela. Dławił się nimi, podobnie jak Spencer. Nie miał już sił ani zamiaru rozglądać się po cmentarzu. Bolał go widok cierpiących ludzi, w szczególności rodziców Brenta. Liczył w myślach, ile czasu minęło od wypowiedzenia przez wielebnego słów "zebraliśmy się tu, by pożegnać naszego brata Brenta Willsona.." To był już drugi pogrzeb w tym roku. W końcu ceremonia poczęła zmierzać ku końcowi. Ludzie tłoczyli się przy grobie, wrzucając do środka kwiaty.
- Idziemy?- Spytał Smith drżącym głosem.
Po chwili niepewnie skinął głową. Ruszyli wolnym krokiem w zamierzonym kierunku. Gdy w końcu stanęli nad grobem, złapali się za ręce, próbując jakoś dodać sobie tym otuchy. I spojrzeli. Spojrzeli ostatni raz na bladą twarz przyjaciela. Na jego zamknięte powieki, które już nigdy nie miały się otworzyć, na kwiaty leżące bezładnie na jego ciele. Drżącymi rękami dorzucili swoje róże. A potem, nie mogąc już dłużej tam pozostać, rzucili się w stronę bramy cmentarnej i pognali przed siebie.Krople deszczu mieszały się z ich łzami. Spływały po oziębłych wargach, drżących dłoniach i włosach. Wtedy stracili nadzieję na lepsze jutro.
Brendon siedział samotnie w ogrodzie i spoglądał w niebo na którym wisiały ciężkie, ciemne chmury. Nie było wątpliwości, że lada chwila zacznie padać.
Westchnął, biorąc do ręki gitarę- jedyną przyjaciółkę, jaka mu pozostała. Przez ostatnie dni jeszcze żywił nadzieję, że może Aileen się do niego odezwie. Że zadzwoni, powie gdzie jest, przeprosi i zaprosi go do nowego domu. Ale mimo, iż wisiał na telefonie praktycznie noc i dzień, nic takiego się nie wydarzyło. Teraz był pewien, że już tego nie zrobi.
Zagrał balladę o samotności. Jedynym pocieszeniem było dla niego to, że ktoś czuł się tak samo jak on. Grał, jednocześnie płacząc. Jak też się spodziewał, zaczęło padać i teraz krople deszczu dołączały do jego łez, spływając po policzkach. Po chwili odrzucił gitarę na wilgotną trawę.
- Dlaczego mnie zostawiłaś?!?!- Wykrzyknął, twarzą zwrócony ku górze.- Dlaczego..- Kolejne słowa miały być tak samo głośne, ale przerodziły się w szept.
Chłopak bezsilnie opadł na ziemię.
Miesiąc później
Brendon
Około miesiąc temu zaniechałem kariery solowej. Nie potrafiłbym się nią cieszyć wtedy, gdy Aileen odeszła. Teraz poczułem wielką potrzebę ponownego kontaktu z Wentzem, który cierpliwie czekał. Teraz jedynym uczuciem, jakie żywiłem w stosunku do Aileen, była wściekłość. Tak. Byłem wściekły, że mnie zostawiła, opuściła bez słowa. I to jeszcze w tak ważnym dla mnie dniu. Co ona, do diabła, sobie myślała? Już nie pozwolę się tak zranić. Zrozumiałem, że muszę żyć dalej. A muzyka była czymś, co kochałem nad życie.
Przekroczyłem próg DecayDance Records. Tak, Pete miał własną wytwórnię w Vegas.
- Brendon!- Ucieszył się na mój widok sam Wentz.- Miło cię znów widzieć!
- Witam, ciebie też.- Odrzekłem z uśmiechem.- Jak tam Decay?
- Jest dobrze. Tylko brakuje nam trochę talentów. A właściwie dlaczego tak długo cię nie było?
Kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Pete chyba to dostrzegł.
- Nieważne.- Uśmiechnął się.- Kiedy chcesz wejść do studia?
- Najszybciej, jak się da.- Powiedziałem od razu.- Napisałem piosenkę. Tylko nie wiem, czy będzie się nadawała.
- Chętnie to sprawdzę.- Stwierdził, prowadząc mnie tym korytarzem, co miesiąc temu.
Ryan
Jak zwykle siedziałem sam w pokoju, próbując coś napisać, w coś pograć, posłuchać muzyki. Cokolwiek. Był piątek po południu i musiałem się czymś zająć, by nie myśleć o Brencie. Wprawdzie od kiedy..od kiedy to się stało minął już miesiąc, dalej żyłem przeszłością. Nagle drzwi mojego pokoju zostały otwarte na ościerz. No tak, zapomniałem zamknąć.
- Ryan, musimy zacząć żyć.- Usłyszałem stanowczy głos Spencera.
Utkwiłem w nim zdziwione spojrzenie.
- Co?
- Słyszałeś.My tylko egzystujemy. Wyprani z emocji, z uczuć.
- A potrafisz inaczej?- Spytałem, odwracając głowę.
- Tak.- Oznajmił twardo.- I ty też potrafisz. Wracajmy do Decay. Brent by tego chciał.
Sam nie spodziewałem się, że to zrobię. Wstałem i wyszedłem razem z przyjacielem.
*
- Dzień dobry, zastaliśmy pana Wentza?- Spytał Spencer, podchodząc do stanowiska sekretarki.
Brunetka o wyrazistych rysach twarzy przyjrzała mu się uważnie.
- Tak. Byli panowie umówieni?
- Nie, ale musimy się z nim zobaczyć.- Wtrąciłem.
- Proszę chwileczkę poczekać.- Poprosiła, jak głosił identyfikator, Tyra, poczym wykonała krótki telefon.
Niedługo potem pojawił się Pete.
- O, witam kolejne nieodkryte talenty!- Niemal wykrzyknął na nasz widok.- Cieszę się, że wróciliście i...przykro mi z powodu waszego przyjaciela.
Również uprzejmie się przywitaliśmy, przyjmując kondolencje.
- Chcielibyśmy dalej pracować. Mamy tylko jeden problem. A właściwie dwa.- Powiedziałem.- Brakuje nam gitarzystów. Bas i elektryczna.
Wentz jakby na moment się zamyślił.
- Hmm.. zobaczymy, co da się zrobić. Tymczasem zaczekajcie pod studiem nr. 80.- Rzekł, a my ruszyliśmy za nim, następnie zajmując miejsca na krzesłach pod salą.
Po chwili do naszych uszu doszła bardzo przyjemna melodia. Chwilę po jej rozpoczęciu, jakiś chłopak zaczął śpiewać. Przysłuchiwaliśmy się uważnie.
- O ja cię kręcę..- Wyszeptał Spenc.- Jest niesamowity.
Jakieś dziesięć minut później zza drzwi wyłonił się Peter i średniego wzrostu brunet,z gitarą przewieszoną przez ramię. Wstaliśmy jak na komendę.
- Cześć. Jestem Ryan, a to Spencer.- Powiedziałem, podając mu dłoń, którą niepewnie uścisnął.
- Brendon.- Przedstawił się.
- Świetnie śpiewasz.- Dorzucił perkusista.
- Dzięki.- Odrzekł tylko chłopak, lekko się uśmiechając.
Basista FOBa przyglądał nam się z uwagą i jakby zamyśleniem.
- Słuchaj..bo my szukamy...w sumie dwóch gitarzystów, ale po tym, jak cię usłyszeliśmy, jestem skłonny oddać ci wokal. Chcielibyśmy zaproponować ci miejsce w naszym zespole Panic At The Disco.- Wypaliłem nagle, na jednym oddechu.
Przez chwilę panowała cisza.
- Myślę, że to dobry pomysł.- Wtrącił Wentz.
- Sam nie wiem.- Odezwał się Brendon.- Chętnie najpierw wysłuchałbym waszego demo.
- Oczywiście.- Przytaknął Spencer.- Spotkamy się i ci je podrzucimy. Może dałbyś nam swój numer?
Bden skinął głową, poczym wyjął nieco wymiętą karteczkę i zapisał na niej szereg cyfr. Podziękowaliśmy się, poczym, po krótkim pożegnaniu, weszliśmy z Peterem do studia.
- Jesteście tak samo dobrzy.- Stwierdził po krótkim występie.
Wtedy odzyskaliśmy nadzieję. Wtedy przekonaliśmy się, że możemy, potrafimy, że musimy żyć dalej.
komentarze [3]

17. ' Czasami coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać. ' >> czwartek, 21 sierpnia 2008 11:51:56
No, wreszcie udało mi się coś stworzyć. Myślę, że jest całkiem znośne ale musicie sami ocenić ten odcinek. Opowiadanie zmierza ku końcowi.
Pozdrawiam :*
Brednon.
Usiadłem przy profesjonalnym sprzęcie do nagrywania. Muzycy zajęli się strojeniem gitar. Właściwie melodia była prosta, w pomieszczeniu siedzieli tylko dwaj mężczyźni i ja, pomijając Wentza.
- Gotowi?- Spytał ten ostatni.
Odpowiedź była twierdząca.
- Ok, Brendon, nałóż słuchawki.- Zakomenderował.
Zrobiłem, co kazał. Czułem się jak w tym programie, w którym lansują młode gwiazdy. Po chwili dwaj mężczyźni z gitarami dali znak, że są gotowi. Pete pokręcił się chwilę po pomieszczeniu, sprawdzając dokładnie to i tamto, poczym zakomunikował, że możemy zaczynać. Wziąłem głęboki oddech, poczym na trzy zacząłem śpiewać.
Ryan
Szeroko uśmiechnięty zawiesiłem swoją gitarę na ramieniu. Brent zrobił to samo, a Spencer przykrył perkusję narzutą.
- Super, za tydzień nagrywamy.- Powiedziałem.
- A jednak Danielle miała rację.- Uśmiechnął się Smith.- Będziemy sławni.
- Ja się nigdy nie mylę.- Stwierdziła dziewczyna.
- Dobra, zwijajcie się bo nie zdążymy na imprezę.- Otrzeźwił nas nieco Brent.
- Myślisz, że nas wpuszczą do tego klubu?- Spytałem z powątpiewaniem.
- Spoko, mam tam znajomości.- Uśmiechnął się tajemniczo Willson.- Gotowi?
Pokiwaliśmy głowami, poczym wyszliśmy z garażu Spencera i pobiegliśmy się przygotować.
- Za dwadzieścia minut pod moim domem!- Krzyknął jeszcze za nami Brent.
Brendon
- Przerwa.- Pete Wentz zaklaskał w dłonie.- Świetnie ci idzie, Brendon.- Dodał z uśmiechem.
- Dzięki.- Ucieszyłem się, poczym wyciągnąłem telefon z kieszeni i szybkim krokiem wyszedłem na korytarz. Postanowiłem zadzwonić do Aileen. Obiecała, że przyjdzie, a wciaż jej nie ma. Nie napisała, ani nie zadzwoniła z informacją, jakoby nie mogła się pojawić. Wykręciłem jej numer.
Cześć, tu Aileen. Jestem zajęta, czy coś. Zostaw wiadomość, a oddzwonię.
- Aileen? Gdzie jesteś? Obiecałaś przyjechać do studia. Mam nadzieję, ze nie zapomniałaś. Czekam.
Miałem złe przeczucia. Aileen nie wyłączyłaby telefonu w takiej chwili. Zacznijmy od tego, że na pewno by się pojawiła.
Ryan
Wysoki mężczyzna pokiwał do nas ręką.
- Hej! Brent!- Zawołał.
Przyspieszyliśmy, by znaleźć się w miejscu, które nam wskazywał.
- Cześć chłopaki. I dziewczyno.- Usmiechnął się.- Wejdziecie tylnym wejściem, ok? I starajcie nie rzucać się strasznie w oczy.
Skinęliśmy głowami i poszliśmy w ślad za nim. Już niedługo znaleźliśmy się w samym środku roztańczonego tłumu. Ledwo było widać bar, od którego przeciskała się z piwem jakaś wysoka kobieta w mini spódniczce. Nie myśląc wiele, zaczęliśmy tańczyć. Na początku średnio nam to wychodziło ale wiadomo, jak to bywa. Nie trzeba było dużo czasu, by się rozkręcić..
* Brendon.
- Świetnie!- Wykrzyknął Wentz, poczym obdarzył mnie oklaskami.- No, to już koniec.
Uśmiechnąłem się blado, w duchu prosząc, żeby nie wyglądało to zbyt sztucznie.
- Jeszcze tylko zmiksujemy twoją piosenkę. Za parę dni będzie gotowa.- Dodał Pete.
Mężczyźni z gitarami włożyli je do futerałów i zaczeli się kręcić po pomieszczeniu.
- Mogę iść?- Spytałem.
- Jasne. Zadzwonię do ciebie.- Uśmiechnął się Wentz.
Szybkim krokiem wyszedłem na zewnątrz. W końcu znalazłem się na ulicy. Wyciągnąłem telefon z kieszeni, poczym sprawdziłem czy Aileen się odezwała.
Nic. Totalne zero. Żadnego SMSa, żadnego nieodebranego połączenia. Co tu jest, do cholery, grane?! Nie spodziewałem się, że odbierze ale wykręciłem jej numer. Przez chwilę w słuchawce panowała cisza a potem usłyszałem tylko
Nie ma takiego numeru.
- Jak to, kurwa, nie ma takiego numeru!- Wykrzyknąłem sam do siebie, mimo, że znajdowałem się w samym środku tłumu ludzi.
Spróbowałem jeszcze raz.
Nie ma takiego numeru
Zdezorientowany opadłem na pobliski murek. To niemożliwe. Jak to nie ma takiego numeru?! Przecież musi być! Jest! Należy do Aileen!
Nagle naszła mnie pewna myśl.
Aileen zmieniła numer. Nagle. Nic mi nie powiedziała.
Pędem puściłem się na przystanek autobusowy.
Brent
Przeciskałem się przez tłum w stronę toalet. Rzucanie się w oczy, rzucaniem się w oczy ale potrzeby załatwiać trzeba. Po krótkiej chwili znalazłem się w środku łazienki. Drzwi, które się za mną zatrzasnęły, ograniczyły nieco hałas. Dopiero gdy wszedłem do kabiny, usłyszałem czyjeś głosy. Dwaj mężczyźni cicho rozmawiali w sąsiednim boksie.
- Mówiła, że chce coś mocniejszego!- Jeden z nich nieco podniósł głos.
- Wiem, do cholery. Ale teraz nie mam do nich dostępu! Poza tym to my dyktujemy warunki.
- Jak przestanie od nas kupować, przestanie płacić. Potrzebujemy kasy, zapomniałeś już?!
- Znajdziemy kogoś innego. Albo ją zmusimy, żeby płaciła bez powodu. Albo..
- Ją ukrócimy.
Oczy wyszły mi z orbit. Właśnie siedziałem w jednym pomieszczeniu z handlarzami narkotyków. Czy coś w tym stylu. Serce podskoczyło mi do gardła. Nagle obaj mężczyźni na moment zamilkli.
- Ktoś jest w sąsiedniej kabinie.- Powiedział któryś z nich.
Czułem jak robię się blady. Cienie na podłodze przesunęły się.
- Jest. Widzę jego nogi.
Cienie zniknęły i pojawiły się z drugiej strony. Na przeciwko mnie.. Drzwi kabiny były zamknięte. Mimo to czułem,że to mi wiele nie da. I nie myliłem się. Po chwili coś zgrzytnęło i owe drzwi stanęły otworem, oczywiście z uszkodzonym zamkiem.
- Coś ty za jeden?- Odezwał się wysoki, umięśniony facet z łysą głową.
- Ja..ja jestem Brent.- Powiedziałem.
Zabrzmiało to totalnie głupio. Przedstawiłem się jakimś podejrzanym typom jakbyśmy spotkali się w poczekalni u dentysty. " Długo trzeba czekać, co? Brent jestem."
Niższy, obcięty na krótko czarnowłosy, uniósł brew w górę.
- Słyszałeś, co mówiliśmy, prawda?- Odezwał się ten pierwszy.
- Ja.. N..nie. Nie słuchałem. Zamyśliłem się.- Zaczałem się jąkać, gorączkowo myśląc nad dalszą odpowiedzią.- N..nie słyszałem.
- Nie ma co go słuchać, Hunt, dawaj..- Powiedział czarnowłosy.
Zrobiło mi się ciemno przed oczyma.
Brendon
O mało się nie wywracając na zakręcie, dotarłem pod dom Aileen. I niewiele brakowało, bym tym razem wylądował na ziemii. Na starannie przystrzyżonym trawniku, parę metrów od furtki, wbito w ziemię sporą tabliczkę z napisem NA SPRZEDAŻ. Przez dłuższą chwilę patrzyłem na te dwa słowa. Nie mogłem uwierzyć swoim oczom. A więc Aileen nagle się wyprowadziła i zmieniła numer. Dlaczego niczego mi nie powiedziała? Nagle dotarła do mnie przerażająca prawda. Ona nie chciała mi tego powiedzieć. Nie chciała. Nic dla niej nie znaczyłem. Tylko, że nic do siebie nie pasowało. Jedno było pewne. Aileen zniknęła i zapewne nigdy więcej jej nie zobaczę.
Rozpłakałem się. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Teraz nie miałem nic. Bez Aileen nie mam nic. Znajomi, których dzięki niej zyskałem, nie zechcą dalej nimi pozostać. Bo jej nie ma.
Ze spuszczoną głową ruszyłem przed siebie. Mój krzyk zdawał się rozdzierać niebo.
*
W toalecie rozległy się dwa strzały. Bezwładne ciało padło na białą posadzkę w powiększajacą się kałużę krwi. Muzyka cichła z każdym krokiem, jaki stawiali dwaj mężczyźni, którzy przeskoczyli przez okno i poczęli się oddalać.
Ryan
Usłyszeliśmy dwa odgłosy wystrzału.
- Co to, do cholery było?!- Rzucił z paniką Spencer.
Spojrzeliśmy po sobie, poczym rzuciliśmy się za ochroną w stronę łazienek. Przecisnęliśmy się przed dwóch rosłych mężczyzn i wpadliśmy do środka przed nimi. Pod drzwiami zaczął się zbierać tłum. Ale my widzieliśmy tylko jedną rzecz. Kałużę krwi, sączącą się po podłodze z jednej z kabin. Ochroniarze coś do nas krzyknęli i klęknęli przy poszkodowanym. Jeden z nich wyciągnął telefon. Na początku nie widziałem twarzy krwawiącego. Jednak nawet przed rzuceniem na niego okiem, wiedziałem kto to jest. Na zimnej, białej posadzce leżał Brent.
*
Na szpitalnym korytarzu zebrał się tłumek ludzi. Mniej więcej wiedziałem kto się pojawił ale nie widziałem żadnej twarzy. Nie widziałem niczego, poza zakrwawionym Brentem leżącym na posadzce.
Nagle z sali wyszedł lekarz. Wszyscy zerwali się na równe nogi i spojrzeli pytająco na mężczyznę.
- Bardzo mi przykro.- Powiedział.- Chłopak nie żyje.
Teraz słyszałem tylko płacz.
- Nie..nie...nie...- Szeptałem gorączkowo.- To niemożliwe. Niemożliwe.
Poczułem ramiona mamy zamykające mnie od tyłu w uścisku.
- BRENT ŻYJE! ON MUSI ŻYĆ!- Krzyknąłem.
Wszystko docierało do mnie jakby w urywkach. Wiem, że wdarłem się do sali i zobaczyłem bladego Brenta. Wiem, że ktoś mnie złapał i wyprowadził na zewnątrz. Że mama coś do mnie mówiła, że siedziałem w jakimś samochodzie a potem wchodziłem do domu.
Moim ostatnim wspomnieniem był upadek na podłogę. Słyszałem swój głośny płacz. Słyszałem jak krzyczę. Czułem, że moje pięści uderzają w posadzkę.
komentarze [2]

Zawiecha >> piątek, 25 lipica 2008 23:30:46
Hej!
Wiem, dawno nie pisałam. Wczoraj na prawdę próbowałam coś napisać ale nie wyszło.. Niedobrze, oj nie.. Jutro wyjeżdżam na miesiąc więc ogłaszam miesięczną albo i dłuższą zawiechę..
Przepraszam, ciepło pozdrawiam i życzę bajecznego sierpnia! ;*
komentarze [0]

~ 16. It's our time now. >> sobota, 21 czerwca 2008 14:35:24
Notka dedykowana gnomowi kurzajce Bo mówi, a raczej pisze to, co myśli. Radzi, co dobre, co złe. Moralizator he ;D W każdym bądź razie jestem jej wdzięczna.(po co tam Łenc? Chuj wie, fajnie się pisze;P) :D
--------------------------
~Brendon.
- Aileen! Aileen!- Krzyczałem, wbiegając do pokoju przyjaciółki.
Dziewczyna aż podskoczyła na krześle, poczym odwróciła się do mnie.
- Coś się stało?
- Wentz ma dla mnie piosenkę!- Oznajmiłem.- Niedługo do niego jadę. Zabierzesz się?
- O!- Aileen klasnęła w dłonie.- Super. Jasne, że pojadę.
Minęły dwa tygodnie pracy z Pete'm. Pomagał mi ćwiczyć głos oraz grę na gitarze wraz z chłopakami ze swojego zespołu Fall Out Boy. Po sprawdzeniu moich umiejętności w jak najszerszym zakresie, zaproponował mi nagranie piosenki.
Biegnąc na autobus czułem się tak dobrze jak nigdy dotąd. I już wtedy byłem pewien- chcę śpiewać.
*
Ryan.
Jak zwykle sprawdzałem nasz kanał na You Tube. Subskrybcji wciąż przybywało ale nie było niczego specjalnego. Mam na myśli oczywiście kogoś, kto zechciałby nas wypromować.
- Jest coś ciekawego?- Spytał Spenc, nie odrywając wzroku od komiksu, którym się zajął.
- Nic.- Westchnąłem.- Coś mi się zdaje, że..
- Ryan! Popatrz!- Brent przerwał mi, wyglądając zza mojego ramienia.- Tam, na dole!
Przeniosłem wzrok we wskazane miejsce. PETER WENTZ OFFICIAL YOU TUBE.
- Kto to jest?- Spytałem.
- Ostatnio pisali o nim w gazecie.- Wyjaśnił chłopak.- Podobno zajmuje się teraz jakimś Brendonem. Uree czy jakoś tak. No wiecie, promuje go. A teraz napisał do nas!
- Wow.- Wykrztusiłem z siebie, gapiac się tępo w ekran.
- No dalej, otwórz wiadomość!- Wtrącił Spencer, który właśnie porzucił komiks.
Szybko kliknąłem na nagłówek. Wszyscy trzej zajęliśmy się czytaniem.
Hello! Peter Wentz is here!
I've just listened to your song. I think it's great! So.. If you want to talk about your career..Just write to me. I can give you adress to studio and we can meet. You know if you're as great as on the video.. I want to make stars of you. Greetings. Peter Wentz from Fall Out Boy.*

- O...O kurde.- Brent aż otworzył usta z wrażenia.
A po chwili odtańczyliśmy dziki taniec radości.
*
- But when the streets they call my name, what can I do? There's a place I'd like to visit there some..
- Stop!- Przerwał mi Pete.- Jeszcze raz. Jesteś za bardzo spięty. Daj upust swojemu głosowi, Brendon.
Spojrzałem na Aileen i resztę członków zespołu Fall Out Boy, siedzących pod oknem na rozkładanych krzesłach z jasnego drewna. Ponad ich głowami, przez okno wpadały do pokoju promienie słońca. Wargi mojej przyjaciółki poruszyły się lekko, powoli, gdy artykuowała "potrafisz to zrobić." Westchnąłem, przenosząc spojrzenie na ciemnozielony ścienny zegar, który zdawał mi się tykać strasznie głośno.
- W porządku?- Odezwał się znów Wentz.
- Tak. Przepraszam.
Uśmiechnął się lekko, zachęcając mnie do podjęcia kolejnej próby.
-This town just wasn't made for two..- Zacząłem, widząc wyraz zadowolenia na twarzach widzów. Wziąłem głęboki oddech i kontynuowałem. Po chwili trema zniknęła całkowicie, po prostu dałem się ponieść chwili, gdy mój głos unosił się w jasnozielonym pomieszczeniu.
Kiedy skończyłem, rozległy się oklaski.
- Brawo. Trochę mylisz melodię ale to dopiero pierwszy raz.- Powiedział Peter.- Zdolny chłopak z ciebie.
- Dziękuję.- Uśmiechnąłem się.
Wtem do sali weszła dyżurująca, Leah.
- Pete, jacyś chłopcy przyszli. Mówią,że nazywają się Panic At The Disco.
- Ah, tak!- Niemal wykrzyknął Wentz.- Umówiłem się z nimi na tą godzinę. Szybcy są. Poproś ich tu.
- Ok.- Powiedziała kobieta, poczym wyszła.
Niedługo potem do pomieszczenia weszło trzech chłopców i dziewczyna. Pierwszy był strasznie chudy i nieco górował nad pozostałymi. Kolejny miał okrągłą twarz i był nieco przy sobie a trzeci z nich nosil długie, ciemne włosy. Owa dziewczyna zaś była od nich niższa, od tego chudego może nawet o głowę.
- Dzień dobry.- Powiedzieli chórem.
- Witam.- Odrzekł Peter, podając każdemu dłoń.- Brendon, to wszystko na dziś. Kiedy możesz znów się pojawić?- Zwrocił się do mnie.
- Nawet jutro.- Odrzekłem, może trochę zbyt desperacko.
Mężczyzna roześmiał się.
- Wystarczy za parę dni. Dam ci jeszcze znak, dobrze?
- Tak, jasne.- Zgodziłem się.- No to do widzenia.- Dodałem, poczym udałem się za Aileen do wyjścia.
*
Nad zalewem na przedmieściach Las Vegas właśnie zachodziło słońce. Ciemnoróżowe smugi padały na taflę wody, oświetlając jej powierzchnię subtelną smugą światła. Słońce zdawało sie dotykać wody a liście drzew kołysały się raz po raz. Lekki wiatr smagał twarze czwórki nastolatków chłodnymi powiewami.
- Piękne.- Powiedziała półtonem Danielle.- I pomyśleć, że jak już będziecie sławni, rzadko usiądziecie pod cieniem jednego z tych drzew. Albo nigdy tego nie zrobicie.
- Przestań.- Odezwał się Ryan.- To brzmi strasznie. Obiecujemy, że nie zapomnimy o tym miejscu.
- Poza tym.- Wtrącił Brent.- Jeszcze się nigdzie nie wybieramy.
Spencer uśmiechnął się.
- Wszystko jest takie ulotne.- Danielle zdawała się upierać przy swoim. Wyciągnęła z torby aparat, poczym zrobiła zdjęcie pięknemu zachodowi słońca i chłopcom.
- To tak na wypadek.
*Parę tygodni później*
* Brendon.
- Oh, Brendon, tak się cieszę!- Aileen wpadła w moje ramiona.- Genialnie!- Wysapała jeszcze.
- Ja również.- Roześmiałem się.- Może chciałabyś się napić zanim mnie udusisz?
I ona się roześmiała.
- Przepraszam. Chętnie, biegłam całą drogę.
Pokiwałem głową z uśmiechem, poczym zbiegłem na dół, by przynieść przyjaciółce napój.
- A więc kiedy oficjalnie nagrywasz?- Spytała, zanim uniosła szklankę do ust.
- Za dwa dni. Studio w którym nagrywa zespół. 12:00.
- Nie wiesz nawet jak się cieszę.
- Uwierz mi,że zdaję sobie z tego sprawę.- Na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
- No i twoi rodzice nie mają żadnych zastrzeżeń.
- Są wakacje. Potem będe musiał pogodzić muzykę z nauką.- Nieco się zmartwiłem.
- Wszystko będzie dobrze.- Powiedziała a głos nie załamał się jej nawet na parę sekund.
Popatrzyliśmy na siebie.
- Dzięki,że jesteś.- Powiedziałem.
-----------------------------
* Cześć! Tu Peter Wentz.
Właśnie wysłuchałem waszej piosenki. Myślę,że jest świetna. Więc..jesli chcecie porozmawiać o waszej karierze, napiszcie do mnie. Mogę dać wam adres to studia i możemy się spotkać. Jeśli jesteście tak dobrzy jak na filmiku, chcę zrobić z was gwiazdy. Pozdrowienia. Peter Went z FOB.

Pewnie były jakieś błędy.xD
Niezbyt długo ale jest. Mam nadzieję,że trochę lepszy niż poprzedni. Pozdrawiam! ;*
komentarze [7]

Odc.15. ' Take a chance. Everything's a game.' >> poniedziałek, 2 czerwca 2008 21:49:34

* Brendon.

- Nie wiem, co powinienem zrobić.- Powiedziałem, z zamyśloną miną obracajac w rękach wizytówkę.
- Ja bym spróbowała.- Odrzekła Aileen.- Dostałeś szansę. Od samego Wentza.
-No tak..
Dziewczyna po chwili wstała.
- Muszę lecieć, Bden. Ale zastanów się, dobra?
- Dobra.- Uśmiechnąłem się lekko na pożegnanie. Sekundę potem już jej nie było.
Dostałeś szansę. Od samego Wentza.
Dostałeś szansę.
Od samego Wentza.

Zmarszczyłem czoło, nie mogąc powiedzieć zdecydowanego "tak" ale i nie chcąc powiedzieć "nie".

* Ryan.
- Świetnie! "I write sins not tragedies" robi karierę.- Wyszczerzył się Spencer, oglądając naszych widzów na YT.
- Mówiłam, że będziecie sławni.- Danielle wtrąciła swoje trzy grosze.
- Na razie nie jesteśmy.- Roześmiałem się.- Mamy dopiero dwudziestu widzów.
- Czeka nas długa droga.- Podsumował Brent.
- Ale predyspozycje już macie. Podobacie się ludziom.- Uparła się Danielle.
- Dzięki za wiarę.- Uśmiechnął się Spenc.
- Właśnie.- Zaczęła dziewczyna, wyciągając aparat fotograficzny.- Uśmiech!- Dodała, pstrykając fotkę.
- Ej!- Oburzyłem się.
- Artykuł!- Przypomniała, chowając aparat do torby i uśmiechając się szeroko.

* Brendon.
Tak. Nie. Tak. Nie.
Tak?
Nie?
Chyba tak.
Biłem się z myślami. Aileen podświadomie manipulowała moją decyzją w sprawie Wentza. Zacząłem wątpić w swoją silną wolę zwaną rozsądkiem.
Pójdę. A co mi tam!
- Mamo! Tato!- Zawołałem, zbiegając po schodach do salonu.
- Tak?- Odezwał się ojciec, dalej studiując dzisiejszą gazetę.
- Dostałem wizytówkę od Petera Wentza i..
- Kogo?- Wtrąciła się mama.
- Petera Wentza. Muzyk. Chciałby najwidoczniej mnie..wypromować? Spodobał mu się mój głos i dał mi swoje namiary.
- Hmm.. Jesteś pewien,że tego chcesz?- Odezwał się ponownie ojciec.
- Raczej tak. Tak. Chciałbym spróbować.- Powiedziałem stanowczo.
- W takim razie...Idź. Spróbuj. Nie będziemy Ci narzucać co masz robić w przyszłości o ile już to planujesz. Ale pamiętaj o swoich obowiązkach!- Wygłosiła mowę mama.
- Jasne. Dzięki!- Ucieszyłem się i uściskałem ich oboje.
Minutę później wykręcałem już numer do przyjaciółki.
- Aileen?
- Tak, coś się stało?
- Tak. Nie.Tak. Tak! Pójdę do Wentza. Starsi się zgodzili.- Zakomunikowałem.
- Super! Kiedy?
Spojrzałem na kalendarz. Jutro piątek.
- Jutro.
- Pójść..z Tobą?
- Jasne! Będę się czuł pewniej.
Czułem,że się uśmiecha.
- Ok, to po szkole się zabierzemy. Do zobaczenia!
- Dobra, na razie!
*
- Kurde a jak mnie wyśmieje?- Moja pewność siebie zniknęła wraz z dotarciem pod adres wypisany na wizytówce od Wentza.
- Nie marudź.- Aileen przewróciła oczyma.- No dalej!
Chcąc, nie chcąc, znalazłem się we wnętrzu przestronnego, parterowego budynku. Rozejrzałem się, lustrując je wzrokiem.
- Słucham pana?- Przyjemny głos zmusił mnie do odwrócenia się w stronę jego posiadaczki.
- Ee..Dzień dobry. Przyszedłem..do pana Petera Wentza.- Oznajmiłem.
- Chwileczkę.- Powiedziała, jak głosił jej identyfikator- Leah, podnosząc słuchawkę telefonu.
Niedługo, za drzwiami znajdującymi się obok stanowiska obsługującej, stanął Pete.
- Witam!- Podał mi rękę, szeroko się uśmiechając.- A to? Dziewczyna?- Dodał, wskazując na Aileen.
Zachichotała.
- Nie, przyjaciółka. Aileen Black.- Przedstawiła się, podając mu dłoń. Mężczyzna puścił do mnie oko.
- A więc co cię tu sprowadza..?
- Brendon. Brendon Urie.
- A tak, Brendon.
- Spotkał mnie pan na ulicy, śpiewającego z kolegą i..
- Ah! Pamiętam. Przepraszam, mam sporo na glowie.- Uśmiechnął się.- Zapraszam dalej.
Poprowadził nas w tym samym kierunku z którego do nas przyszedł. Szliśmy raczej wąskim korytarzem pomalowanym na jasno- zielono.Wkrótce znaleźliśmy się w obszernym gabinecie, którego pewna część była oczywiście zawalona segregatorami a na biurku zalegały stosy kartek.
- Tak więc.. chyba wiesz, dlaczego dostałeś ode mnie wizytówkę.- Mężczyzna od razu przeszedł do sedna.
Skinąłem głową. Ten kontynuował:
- Chciałbym zatem jeszcze raz usłyszeć jak śpiewasz. No i może jeszcze jak grasz. Możesz teraz?
- Chyba.. Myślę,że tak.- Zdecydowałem się.- Tylko,że nie mam gita..
- O to się nie martw. Zapraszam za mną, coś wybierzesz.
Tym razem poprowadził nas do sali prób. Znajdowała się tam garstka instrumentów.
- Na prawo pod ścianą są gitary. Proszę, weź którą chcesz.
Podszedłem do zbioru, lustrując instrumenty wzrokiem. W końcu wybrałem odpowiedni. Następnie zostało mi wskazane miejsce na stojącym nieopodal krześle.
- Co mam zagrać?- Spytałem, nieco zestresowany.
Wentz rzucił tytuł.
- Znam.- Uśmiechnąłem się zadowolony.
Po chwili zacząłem grać pierwsze takty. Wziąłem głęboki oddech i zaśpiewałem.
Gdy zawiesiłem głos, by skończyć, obydwoje moi widzowie zaczęli klaskać.
- Nieźle.- Pochwalił mnie muzyk.- Wprawdzie trzebaby dopracować niektóre elementy ale ogólnie wywarłeś na mnie spore wrażenie. Gratuluję.
----------------------------------
Beznadziejne! Nuda jak cholera, przepraszam ;( Zaczyna mi brakować pomysłów na to opowiadanie. Także raczej zmierza ono ku końcowi.
Pozdrawiam!
komentarze [5]

Odcinek 14. Just to be proud of myself. >> poniedziałek, 12 maja 2008 17:31:02
Hej! Ale się sprężyłam, nie? xD To chyba dobrze ;)
Ok, teraz ważna informacja. ^^
Z racji tego,że nie jestem pewna czy wszyscy czytają moje wypociny, proszę chętnych do informowania o newsach o wpis do księgi gości Ci, którzy tego nie zrobią, zgadzają się na sprawdzanie not na własną rękę.
Czekam na wasze wpisy do 20.5
Pozdrawiam! ;*
--------------------------
Odc.14

* Danielle.

Przez otwarte okno wpadało ciepłe, letnie powietrze. Siedziałam na parapecie, przeglądając książki do sprzedania i robiąc jako taki porządek.
- Danielle !!- Usłyszałam nagle wołanie z dołu.- Danielle, telefon !
Zostawiłam stos książek na parapecie i pognałam odebrać.
- Tak?- Spytałam nieco zdyszana.
- Danielle, przychodź, szybko!- Powiedział od razu Ryan.
- Coś się stało?- Spytałam, odgarniając włosy z oczu.
- Nie ale nagrywamy się na kamerę, chcemy umieścić nasz film na You Tube. Wiesz..
- Rozumiem.- Przerwałam.- Ale czy nie możecie ustawić kamery na czymś i..
- Nie, chcemy żebyś z nami była. To nasz pierszy krok ku karierze.- Stwierdził Ry.
Oczyma wyobraźni widziałam go wyszczerzonego ze słuchawką w dłoni.
- Ok. Zaraz będę.- Zgodziłam się.
Cały Ross.
Trzymałam w ręce kamerę Spencera.
- Naciśniesz ten guzik.- Tłumaczył wyżej wymieniony.- A potem możesz przybliżać, oddalać.. O,tu.
- Spoko, dam radę.- Zapewniłam, jednak nieco niepewnie przyglądałam się guzikom.- Gotowi?
- TAK JEST!- Odpowiedzieli chórem.
Wcisnęłam zielony guzik i zaczęłam filmować. Dźwięki wydobywające się z ich instrumentów ułożyły się w pierwsze nuty "I write sins not tragedies.".
No proszę. Pierwszy krok do kariery.- Uśmiechnęłam się do siebie na tą myśl.

* Brendon.
Szliśmy miastem i głośno się śmaliśmy. Ja, Aileen i parę innych osób. Wakacje dodawały nam niesamowitą dawkę energii.
- Pośpiewałbym.- Odezwał się Paul, klepiąc gitarę niesioną na plecach i spojrzał na mnie porównywawczo.
- Dobra.- Wzruszyłem ramionami, poczym wszyscy usiedliśmy na pobliskiej ławce.
Po chwili z instrumentu chłopaka zaczęły się wydawać spokojne nuty modnej ballady.
- Na solówki.- Rzekł jeszcze, nie dopuszczając mnie do głosu, poczym zaczął śpiewać.
- Nie chcę, nie dam rady sam, tak przy wszystkich.- Szepnąłem do Aileen.
- Dasz radę. I zaśpiewasz.- Zapewniła, patrząc na mnie znacząco.
Odwróciłem wzrok, próbując nie pogubuć się z graniem. Refren. Włączyłem się do śpiewu kolegi.
I nadszedł ten moment. Muszę zaśpiewać sam. Sam.To znaczy nie muszę ale wyszedłbym na tchórza. Przez chwilę grałem samą melodię, nieco przedłużając jej trwanie bez wokalu.
- Uda Ci się. Brendon, dasz radę.- Szeptała wciąż Aileen, patrząc na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami.
Wciąż grałem samą melodię.
Raz kozie śmierć.- Pomyślałem.
Zamknąłem oczy i zacząłem śpiewać. Najpierw ciszej, a potem odważyłem się trochę głośniej. Nikt nic nie mówił.

*
Szybkim krokiem przemierzałem ulice Las Vegas. Raz po raz zerkałem na zegarek spoczywający na mojej ręce.
Świetnie, jeszcze minuta i jestem spóźniony. Znowu.
Przyspieszyłem jeszcze bardziej, teraz już niemal biegnąc. Do studia jeszcze około dziesięciu minut drogi. Stanowczo za długo jak na spacerowe tempo.
Nagle usłyszałem mocny aczkolwiek melodyjny głos. Bynajmniej nie należał do kogoś, kto byłby go całkowicie pewien. Moje spojrzenie powędrowało do grupki młodzieży siedzącej na ławce nieopodal. W środku koła, jakie tworzyli siedziało dwóch chłopaków. Jeden jedynie grał a ten drugi właśnie śpiewał. Mimo niemiłosiernie szybko uciekającego czasu, przystanąłem, wsłuchując się w ciekawą barwę głosu tego chłopca.
Wyglądał na maksymalnie siedemnaście lat. Utalentowana bestia.
Ponownie spojrzałem na zegarek. Jestem już spóźniony. Mniej więcej w tym samym czasie odezwał się mój telefon.
- Słucham?
- Gdzie jesteś?- Spytał nieco zniecierpliwiony głos.
- Chwila. Sytuacja wyjątkowa. Postaram się niedługo przyjść.Na razie.- Odrzekłem tylko, naciskając czerwoną słuchawkę.
Przeniosłem spojrzenie na grupę młodzieży. Teraz śpiewali obydwaj chłopcy z gitarami. Ten drugi, który wcześniej tylko grał, też miał niezły głos.
Hm, ale to chyba nie to.- Zacząłem się zastanawiać.
Z resztą, co mi szkodzi. Jemu też dam wizytówkę. Zacząłem szukać blankiecików w kieszeniach spodni. Wygrzebawszy dwa, skierowałem się w zamierzoną stronę.
- Dzień dobry.- Przywitałem się.
Młodzież wybałuszyła na mnie oczy. Nikt się nie odezwał.
Lekko odchrząknąłem.
- Słyszałem jak gracie i śpiewacie, chłopcy.- Powiedziałem.- I przyznam,że zrobiliście na mnie wrażenie. Szczególnie ty.- Dodałem, wskazując na czarnowłosego chłopaka o mocnym ale i melodyjnym głosie.
- J..ja?- Zdawał się niedowierzać.
- Tak.-Uśmiechnąłem się.- Proszę, to są namiary na mnie. Jesli bylibyście zainteresowani.- Dodałem, ofiarując im wizytówki.
- Dziękujemy.- Odezwał się ten drugi, szatyn o piwnych oczach.
- A teraz przepraszam ale jestem już spóźniony. Do zobaczenia.

* Brendon.

Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało.
- Ziemia do Brendona.- Przywołał mnie do rzeczywistości Luke.- Byłeś świetny! Ale numer..
- Hm, chwila.- Wtrąciła się Aileen.- Czy to przypadkiem nie był...
- Pete Wentz.- Odczytałem z wizytówki.
- Ale numer.- Powtórzył Luke.

* Ryan.
- Super, filmik dodany.- Oznajmiłem nieco już znudzonym czekaniem Brentowi, Spencerowi oraz Danielle.- Czyli jednym słowem...Teraz cały świat nas może obejrzeć.
- Serio?- Odezwał się Spenc.
- Ehe.- Przytaknąłem, puszczając im jeszcze raz nasze dzieło, tym razem już na Internecie.
- To teraz tylko czekać aż buchną subskrybcje.- Podsumowałem.
***
Następnego dnia rano od razu odpaliłem komputer by sprawdzić kanał na YT.
- Nieźle.- Powiedziałem sam do siebie, widząc pierwsze subskrybcje.
Matt600: You are amazing guys !! I've subscribed.
Keira_Johnsons: I like your song a lot ! I've subscribed and I'm looking forward to watching your new ones. Keira
Patrick: Wow! You are very very good! I just had to subscrbe. Greetings!

Ogólnie uzbierało się już tego około dziesięciu.
Nic, tylko być dumnym.- Pomyślałem, odpisując naszym pierwszym fanom..
komentarze [8]

Odcinek 13. I wish I could be a million roses for you. >> piątek, 9 maja 2008 16:44:28
Las Vegas, Stan Nevada. 21.6.2002r.

"It's not so pleasant and it's not so conventional. It sure as hell ain't normal, but we deal, we deal.."

Pamiętam jak trzy lata temu napisałem "Camisado". Oczywiście piosenka uległa zmianom ale to wciąż jest to..Tak samo jak Pet Salamander.
Ja, Spencer i Brent. Niezmiennie.
Rozwijamy się.
Mamy już wystarczająco dużo piosenek więc w naszym nieprofesjonalnym garażowym studiu powstało wstępne demo. Teraz tylko szukać kogoś, kto mógłby nas wypromować..
A'props zespołu.. Pet Salamander to chyba nie jest to. To chyba nie jest ta nazwa. Muszę zaproponować chłopakom zmianę.
A tymczasem w odtwarzaczu "Panic" grupy The Smiths.
Hm.
Panic.
Panic. Panic.
Niezłe. Może zawrzeć je w nazwie?

Ryan.

Zmęczony dzisiejszym dniem, odłożyłem długopis i położyłem się do łóżka, gasząc nocną lampkę.
Trzy lata. Tyle się przez ten czas wydarzyło. Napisaliśmy i skomponowaliśmy piosenki. Razem przebrnęliśmy przez różne problemy. Danielle rozwija się w kierunku dziennikarstwa. Wydarzenia, które miały miejsce, gdy miałem dziesięć czy może trochę więcej lat, wydawały mi się odległą przeszłością. Prawie. Bo nigdy nie zapomnę pijackiej twarzy ojca, gdy podnosił na mnie dłoń. Jednakże okoliczności w jakich to się działo widziałem jakby przez mgłę. Teraz zaczęło się coś nowego. Teraz odbijałem się od przeszłości i wkraczałem w inny, mam nadzieję, lepszy świat.
***
Brendon.

Płakałem ze śmiechu, słuchając dowcipu opowiadanego przez Aileen. Potem, ocierając łzy, spojrzałem na jej pogodną twarz. I na jej błysk w oku.
To już trzy lata jak się znamy.
- Nad czym się tak zastanawiasz?- Spytała dziewczyna.
- Nad wszystkim. Pamiętasz jak się poznaliśmy?
- Oczywiście!- Roześmiała się.- W męskim kiblu! xD
Kolejna fala śmiechu przelała się między nami. Między dwoma szcześliwymi przyjaciółmi, siedzącymi pod fontanną w letni dzień.
- To już trzy lata, wiesz?- Odezwała się ponownie Aileen.
- Wiem. Też o tym pomyślałem.- Mówiąc to, uśmiechnąłem się lekko.- Pamiętasz mnie jeszcze gdy nie miałem przyjaciół, byłem zamknięty w sobie i cichy?
Przyjrzała mi się dokładnie.
- Coś tam pamiętam. Ale nie potrafię sobie wyobrazić tamtej sytuacji teraz.
- Ja też nie. I bardzo mi to odpowiada. Gdyby nie ty, dalej byłbym frajerem Urie.
- Przestań!- Szturchnęła mnie łokciem.- Nigdy nie byłeś frajerem.
- Dla Ciebie nie ale..
- Zamknij paszczę, Brendon.- Przerwała mi.
- No bo..
- BEREK!- Krzyknęła, trącając mnie w ramię, poczym zeskoczyła z murku i pomknęła na około fontanny. Prędko puściłem się za nią pędem, wtórując jej śmiechowi.
Cała Aileen. Nigdy nie pozwala mi zagłębiać się w dołujące szczegóły. Nigdy nie pozwala mi się smucić. Nigdy jednak mnie nie odrzuca.
I zawsze wie, co mi jest potrzebne. Zawsze się śmieje.
I zawsze jest przy mnie. Nigdy nie zostawiła mnie samego.
To ona mnie zmieniła. I to ona nauczyła mnie żyć tak na prawdę.
***
Ryan.
- Nareszcie koniec roku!- Spencer krzyknął z radości, wymachując świadectwem, które trzymał w dłoni.
- Hip hip, hura!- Zawtórowaliśmy mu.
Rozpierała mnie radość. Są wakacje a ja biegnę z moimi najlepszymi przyjaciółmi i się śmieję. Nie chcę niczego więcej.
No może poza zmianą nazwy i znalezieniem producenta.- Pomyślałem.
- Aha, zapomniałam wam powiedzieć.- Odezwała się Danielle.
Nasze oczy zwróciły się na nią.
- Napiszę artykuł do lokalnej gazety. Do takiej prawie profesjonalnej.
- Świetnie! A mówiłem,że zostaniesz dziennikarką?- Ucieszyłem się, podobnie jak Spencer i Brent.
- A jaki jest temat?- Dorzucił ten drugi.
- "Słońce uśmiechem. Wakacje z przyjaciółmi." Mam opisać swoją historię i taki tytuł sobie wybrałam.
- Słońce uśmiechem..- Powtórzyłem, obdarzając nim przyjaciółkę.
***
Brendon
- Just say one word. Just say thank you. Wish I could be a million roses for you..*- Zakończyłem śpiewać piosenkę dla Aileen.
Uśmiechnęła się.
- Dziękuję Ci. To było..Piękne.
- Ależ nie ma za co. Do usług.- Wyszczerzyłem się, odkładając gitarę na bok.
- Masz wspaniały głos.
- Już mi to mówisz tysięczny raz.- Roześmiałem się.- Dzięki.
- Brendon, nie możesz go zmarnować.
- A marnuję?- Spytałem, przyglądając się jej zadumanej minie.
- To znaczy..nie, może źle to ujęłam. Chodziło mi o to,że.. że powinieneś dać się poznać światu. Pozwolić się słuchać ludziom. Dawać im tym radość.
- Przestań, nigdy bym się nie odważył.- Westchnąłem.- Śpiewanie dla wielkiej publiczności totalnie by mnie przytłoczyło.
- A ja uważam,że nie. Powinieneś spróbować.
Wzruszyłem ramionami, jednak w rzeczywistości zacząłem się zastanawiać nad słowami Aileen.
- Może.
***
Ryan.
- Fajna piosenka.- Powiedział Spencer, wchodząc do mojego pokoju. Za nim podążał Brent.
- O, wiem.- Uśmiechnąłem się, ściszając "Panic".- Siadajcie.
- Czyli proponujesz by zmienić nazwę?- Brent od razu przeszedł do rzeczy.
- Tak.- Skinąłem głową.- Coś z panic. Hm?
- Może być niezłe.- Zgodził się Spenc, drapiąc się po brodzie.
- W każdym bądź razie...Może najpierw poszukamy jakichś.. producentów?- Zaproponowałem.
Już po chwili przeszukiwaliśmy wszystkie możliwe strony Internetowe, jakie przyszły nam do głowy.
- To chyba nie to.- Westchnął Brent.
- Musimy sobie dać spokój. Chcąc czy nie chcąc.- Zgodziłem się.
- Hej! A może umieścimy naszą piosenkę na You Tube?- Spenc wygladał jakby go olśniło. Chyba nawet tak było.
- Dobry pomysł. Bierzcie kamerę. Lecimy do garażu się nagrać.- Poleciłem, od razu wstając i kierując się do drzwi. Chłopcy pospiesznie wyszli za mną.
-------------------------------
* Powiedzieć jedno słowo. Powiedzieć dziękuję. Chciałbym być milionem róż dla ciebie.
Może niedokładnie przetłumaczone ale sens jest ten sam. Made by me xD

No. I kolejny odcinek jest. Tym razem nie musieliście czekać tak długo xD Pozdrawiam :*
komentarze [9]

Odcinek 12. 'I guess it's up to you.' >> środa, 30 kwietnia 2008 18:07:41
- No dalej, Danielle.- Zachęcałem przyjaciółkę do wejścia do sali i pokazania artykułów nauczycielce.
- No nie wiem.- Dziewczyna rzuciła niepewne spojrzenie na kartki, które trzymała w rękach.- Nie. Nigdzie nie idę. Przecież..
- Obiecałaś ! Uwierz mi, nic złego z tego nie będzie.- Powiedziałem, otwierając drzwi i jednocześnie wpychając ją do pomieszczenia
- Ryan!- Zaoponowała ale w tym samym czasie nauczycielka podniosła na nią wzrok i nie było już odwrotu. Dziewczyna rzuciła mi niezadowolone spojrzenie, poczym niepewnym krokiem podeszła do biurka.
- Słucham?- Spytała pani Hayes.
- Bo..ee..
- Proszę posłuchać.- Postanowiłem wyręczyć jąkającą się przyjaciółkę.- Danielle napisała kilka artykułów. Moim zdaniem są bardzo dobre więc.. może rzuci pani na nie okiem? Ona chciałaby zostać..au!- W tym momencie zaliczyłem kopniaka w kostkę.
Kobieta uśmiechnęła się lekko, poczym wzięła kartki w ręce.
- Hm..- Odezwała się po chwili.
Danielle posłała mi spojrzenie pt."a nie mówiłam? Beznadzieja."
- Są dobre.. Oczywiście trzeba by wprowadzić parę poprawek ale ogólnie.. w porządku. Biorąc pod uwagę twój wiek..- Kontynuowała pani Hayes, kontemplując wzrokiem osobę Danielle.- Zgłos się do mnie za parę dni. Chciałabym żebyś się przyłączyła do ekipy piszącej artykuły do gazetki szkolnej.
- Ee..- Omawiana nie mogła wydobyć z siebie głosu.- Dobrze. Dziękuję pani.
- Ależ nie ma za co.
- To.. do widzenia.- Wtrąciłem się, poczym opuściliśmy salę.
Na zewnątrz czekali już Spencer i Brent.
- Danielle będzie dziennikarką!- Poinformowałem.
- Wow.- Wyszczerzył się Spenc.
- Ojej, wcale nie!- Zaprzeczyła dziewczyna.- To tylko szkolna gazetka.
- Od tego się zaczyna.- Odrzekłem, zbiegając po schodach.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
***
* Brendon.

Nie znoszę poranków. Są takie trudne. Gdy już w końcu z milionem oporów opuścisz świat swojej cieplutkiej pościeli, musisz się poprzesmradzać po całym domu, by następnie wylądować w nudnej szkolnej rzeczywistości. Przemierzałem po dwa schody naraz, wbiegając na ostatnie piętro.
- Cześć, Brendon.- Głos Aileen wyrwał mnie z zamyślenia.
- Cześć.- Odrzekłem, nieco speszony widokiem grupki jej koleżanek.
Wyróżniała się. Była w czarnych rurkach, białej bluzce z logo Blink 182 i trampkach. Zostawiła tamte dziewczyny na chwilę i dorównała mi kroku.
- Coś nie tak?
- Hm..nie, tylko..
- A jednak!- Odezwała się z taką pewnością, jakby wiedziała to już dziesięć minut wcześniej.
- Bo wiesz.. jesteś bardzo lubiana i ..w ogóle. A tu nagle zaczynasz rozmawiać z jakimś frajerem Urie.
- Przestań.- Przewróciła oczyma.- Możesz skończyć poruszać ten temat? Mam prawo się kumplować z kim chcę. Czuję się dziwnie gdy mnie tak szufladkujesz. Brendon..
- Przepraszam.- Przerwałem. Zrobiło mi się głupio.- Po prostu się martwiłem co pomyślą o Tobie. I o mnie.
- Wiesz co Ci powiem?
- Hm?
- Olej ich.- Rzekła.- Po prostu się nie przejmuj.- Dodała, klepiąc mnie po ramieniu, poczym machając sobie, poszliśmy w różne strony.
* Ryan.
Wdychałem zapach świeżo skoszonej trawy. Właśnie skończyłem ją kosić i rozłożyłem się koło kosiarki.
- RYAN!
Na odgłos swego imienia aż podskoczyłem. Odwróciłem się i zobaczyłem Spencera skaczącego pospiesznie przez płot.
- Ryan!!- Powtórzył, w końcu znajdując się koło mnie.
Wyglądał jakby uczestniczył w jakimś maratonie. I jak zwykle musiał mnie wystraszyć.
- Co, przemalowałeś perkusję na różowo i dostrzegłeś swój błąd?- Spytałem.
- Ryan, przestań.- Odrzekł zdyszany.- Bo słuchaj..My sobie tak gramy, nawet mamy pierwszą piosenkę a ..nazwa..jej..
- Nie mamy.-Dokończyłem, zaczynajac się zastanawiać.
- Właśnie!
Usiedliśmy na trawie.
- Może..różowe perkusje?- Zażartowałem.
- Ta, jasne.Od razu Portki W Ciapki.
Parsknęliśmy śmiechem.
- Cesarzowie Zozoli!- Palnąłem.
- Pięciogłowe smoki z żółtymi rogami!!!- Wrzasnął Spencer i wtem za naszymi plecami dało się słyszeć głos Brenta:
- CO?! GDZIE?!- Spanikował, kręcąc się w koło.
- Ale idiota z ciebie.- Stwierdziłem.
- Wiecie co, słuchałem właśnie Pet Shop Boys..- Zmienił temat przybyły.
- Ta, a wiesz,że przed chwilą miałeś tak wyłupiaste gały jak salamandra?- Dorzucił Spenc z bananem na gębie.
- TO JEST DOBRE!- Nagle mnie olśniło.
Chłopcy spojrzeli na mnie jak na wariata.
- PET SALAMANDER, PET SALAMANDER!- Skakałem, ucieszony z odkrycia.
Spenc i Brent klasnęli w dłonie.
- Przyjmujemy.- Oznajmił ten pierwszy.
-------------------------------------------------
Przepraszam. Po pierwsze za to,że tak długo nie pisałam a po drugie za fatalny odcinek.
komentarze [5]

Odcinek 11. >> piątek, 4 kwietnia 2008 18:50:20
* Brendon
Mimo, iż słońce nieśmiało wyglądało zza chmur,poranek w Las Vegas był raczej chłodny. Sunąłem powoli jego ulicami, na ramieniu niosąc gitarę. W mojej szkole trwały przygotowania do przedstawienia w którym mam zagrać parę piosenek. Hm..cóż z tego,że był sobotni poranek..
- Uważaj jak chodzisz!- Krzyknęła do mnie jakaś starsza pani, pocierając głowę żylastą ręką.- Co za młodzież! Człowiek idzie spokojnie i nagle dostaje gitarą!
- P..przepraszam.- Powiedziałem oszołomiony.
- Możesz sobie przepraszać a mnie i tak głowa będzie bolała!- Zaskrzeczała, uderzając we mnie skórzaną torebką. Osłaniając się rękoma, popędziłem przed siebie.
* Ryan.
- Danielle?- Przerwałem ciszę. Siedzieliśmy na huśtawce, lekko się na niej bujając.
- Tak?- Spytała, odwracając głowę w moją stronę.
- Czy..czy ty wiesz co będziesz chciała kiedyś robić..w przyszłości?
- Nigdy wam o tym nie mówiłam..- Zaczęła.
Posłałem jej zachęcające spojrzenie. Uśmiechnęła się lekko i powiedziała:
- Więc..no..chciałabym zostać..dziennikarką.
- Ee..dzien..
- Wiem, wiem. To głupie. Nic nie powiedziałam.
- Ale..
- Na prawdę. Zapomnij o tym.
- ALE DANIELLE!- W końcu udało mi się dojść do głosu.
- Hm?
- To wcale nie jest głupie! Z wypracowań zawsze dostajesz najwyższe oceny. Ty..ty masz talent, wiesz?
- Ale wypracowania to całkiem co innego..
- A pisałaś już jakieś .. artykuły?
- Kilka.
- To na co czekasz! Pokażesz mi je?- Spytałem.- Chodź.- Dodałem od razu, wstając z huśtawki.
Pociągnęła mnie za rękę spowrotem.
- Chwila. A ty?
- Co ja?
- No..co z Twoją przyszłością? Dalej będziecie grali?
- Tak.- Odpowiedziałem stanowczo.- Będziemy. Tylko przedtem rzucę szkołę.
* Brendon.
- Przepraszam za spóźnienie!- Wysapałem, wpadając do sali.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie.
- Usiądź już więc.- Powiedziała nauczycielka, patrząc na mnie znad okularów.
Ciężko opadłem na siedzienie w ostatniej ławce. Kobieta dokończyła zaczęte wcześniej zdanie, poczym przeszliśmy do kwestii próby.
- Brendon i Paul! Na miejsca! Weźcie się w garsć, przecież musicie wejść szybciej ! Reszta nie będzie stała i podziwiała waszych gitar! Musicie zacząć grać zaraz po tym, jak Veronica skończy mówić!- Irytowała się pani Collins.
Kolejnym razem wyszło lepiej. Zaczęliśmy grać melodię na dwie gitary. Po chwili po sali poniósł się spokojny, niski głos Paula. Na refrenie włączyłem się do niego. Nigdy nie śpiewałem sam. Nie chciałem.
- Świetnie!- Nauczycielka klasnęła w dłonie.- Przerwa!
Uczniowie się rozeszli, podążając w różnych kierunkach. Ja poszedłem do łazienki. Płucząc twarz, cicho podśpiewywałem. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem.
- Przepraszam!- Rzuciła w moją stronę Aileen- dziewczyna z elity, poczym wycofała się.- Pomyliłam ła..Fajnie śpiewasz.
Sekundę wcześniej szybko zawiesiłem głos. Teraz wpatrywałem się w nią wytrzeszczonymi oczyma.
- Ee..
- Poważne.- Zapewniła, poczym rozejrzała się i weszła do środka.
- Dzięki.- Wydusiłem z siebie w końcu.
Uśmiechnęła się i podała mi rękę.
- Aileen.
- Wiem..to znaczy..tak, miło cię poznać. Brendon.- Odrzekłem, również siląc się na uśmiech.
- Zauważyłam,że nie masz przyjaciół. Zawsze chodzisz sam i rzadko z kimś rozmawiasz.- Zmieniła temat.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie. Nie mam.
- A chciałbyś mieć?
Spojrzałem prosto na jej twarz.
- C..co?
- Pytałam czy chciałbyś mieć przyjaciela..ekhm..to znaczy przyjaciółkę w tym przypadku.- Znów się uśmiechnęła.
- Mhm..ale..
- Ale?
- Jesteś dziewczyną z elity.
- A to jakaś choroba?
- Nie, to raczej ja jestem czymś w rodzaju choro..
- Przestań.- Machnęła ręką.- Może wyjdźmy na korytarz? Nie zwykłam zawierać znajomości w łazienkach.
- Koniec przerwy!!- Dało się słyszeć głos pani Collins.
Udaliśmy się więc na dalszą część próby.A potem? Potem spędziłem pół dnia z Aileen. Sam nie wiem, była taka..taka,że w jej obecności nie czułem się skrępowany. Jakbym ją znał od lat.
- Nie wierzę.- Powiedziałem pod koniec rozmowy.
- W co nie wierzysz?- Spytała Aileen.
- Ja- Brendon Urie rozmawiałem z kimś dłużej niż pięć minut.
Dziewczyna roześmiała się serdecznie.
- Ja- Brendon Urie będę miał przyjaciółkę.- Dodałem jeszcze.
* Ryan.
- To jest..super.- Stwierdziłem, oglądając artykuły Danielle.
Podniosła głowę znad zeszytu i spojrzała na mnie pytająco.
- No..bynajmniej moim zdaniem piszesz bardzo ciekawie.
- Cieszę się.- Odrzekła ze słabym uśmiechem.
- Cieszę się, cieszę się.- Zacząłem ją przedrzeźniać.- Koniecznie zanieś to chociażby nauczycielce.
- No nie wiem..są trochę..
- Ale ja wiem.- Przerwałem, wkładając kartki do jej torby.- Jeśli tego ze soba nie zabierzesz w poniedziałek, nawrzucam ci do jedzenia much na lunchu.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
- No..skoro tak twierdzisz..
*** (Ryan c.d)
- RYAN!!- Prawie nie spadłem z krzesła, gdy Spenc wparował do mojego pokoju, niemal nie zabijając się na progu.- Ryan!
- Chcesz żebym zawału dostał? Co się stało?
- Mam! Wiem jaki zastosować chwyt po drugiej zwrotce!
- A na końcu?
- Też wiem!
Spencer zaczął mi tłumaczyć o co mu chodzi, żywo gestykulując i z trudem łapiąc oddech.
-Tak?- Spytałem, próbując odtworzyć na gitarze pomysł przyjaciela.
- Dokładnie! I co ty na to?
- Świetne! Dziwne,że wcześniej na to nie wpadłem.
Następnie wyjaśnij co zaplanował na koniec. Kolejno kończy gitara elektryczna, basowa i perkusja- po paru dosyć efektownych uderzeniach.
- Spenc, jesteś genialny!- Ucieszyłem się.- Dzwonię po Brenta.
Po niedługim czasie chłopak wbiegł do mojego pokoju, równie efektownie jak wcześniej Spencer. Natychmiast pokazaliśmy mu nowe odkrycie.
- Świetnie.- Podsumował, szeroko się uśmiechając.
Usiadłem na krześle z wrażenia.
- Chłopaki, mamy pierwszą piosenkę.
-------------------
Beznadzieja. Ale jest..Pozdrawiam ;*
komentarze [8]

Nowy adres.. >> środa, 19 marca 2008 18:06:10
Witam na nowym adresie. ross-second-life się zjebał. Nie chcę być wredna ale chyba pewna osoba źle wykonała szablon bo na nowym blogu (taa..ten jest założony za trzecim razem)też coś się psuło. I to bez mojego wkładu. Odcinki 1-10 znajdują się na starym adresie. Jeśli ktoś chce je skomentować, prosze tutaj- na nowym.
I tak sie pewnie zaraz coś rozjebie 0_o
komentarze [2]







| Lay&html by Mrs Beckett |
| Photo from deviantart.com |





Book
Look
Add

About me

{akcja}
Fav me
About me

Archiv
2008
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (2)



Favourites
milion-zachodow-sloncatynkarznegatywmemories-of-broken-heartross-second-lifemouth-shutcookiexmonsterczikibombom

Clubs


Links